cropped-na-strone2.jpgKolejkowaRewolucja.pl

Start | Materiały | Na froncie | Bez kolejki | Kolejkowe historie | Pytania | Patronat | Media | Kontakt

 

 

Miejsce na Wasze pozytywne i negatywne kolejkowe historie. Piszcie na adres: kontakt@kolejkowarewolucja.pl

Mama Bąbelka:

Najbardziej przykra sytuacja spotkała mnie w przychodni. Co miesiąc muszę badać krew co samo w sobie nie jest zbyt przyjemne, przede wszystkim dlatego że muszę być na czczo. W tym okresie życia jest to o wiele trudniejsze niż normalnie, w końcu dostarczam pożywienia nie tylko sobie, ale również dziecku. Do punktu pobrań weszłam kilka minut przed 8. Poczekalnia była pełna. Mimo wielu krzeseł wszystkie były już zajęte. Siedziały na nich osoby w bardzo różnym wieku (20-70lat). Zdjęłam kurtkę, mąż jeszcze parkował i rozejrzałam się dookoła po cichu mając nadzieję, że ktoś da mi usiąść. Niestety każdy kto mnie zauważył odwracał wzrok w drugą stronę, jakbym była niewidzialna. Podparłam się, więc o ścianę i spokojnie czekałam na swoją kolej. Na początku przyjmowane są osoby na badanie z obciążeniem glukozą, a później regularni pacjenci. Osób z glukozą było 2 lub 3. Po ich przyjęciu pielęgniarka wyszła na korytarz, aby poprosić pierwszą osobę z kolejki i wtedy zauważyła mnie. Powiedziała, że po wyjściu pacjenta mam wejść poza kolejnością. I wtedy rozpętało się istne piekło. Wszyscy dosłownie wszyscy spojrzeli na mnie tak jakbym popełniła jakąś straszną zbrodnię. Pani około 50lat westchnęła na całą poczekalnię i powiedziała, że w taki sposób to ona nigdy nie wejdzie. Kolejne zaczęły jej wturować… Ale najbardziej niemiły był komentarz kobiety lekko po 30, matki trojga dzieci (okazało się, że mąż ją zna z dawnej pracy), która powiedziała „Chyba też powinnam sobie załatwić jakiś parytet, a nie tu sterczeć”. Zrobiło mi się głupio, a wręcz przez chwilę poczułam się wina całej sytuacji. Pobranie mojej krwi trwało maksymalnie 3minuty. Czy naprawdę tak trudno postawić się w mojej sytuacji? Czy ta kobieta nie pamięta jak sama była w ciąży? Czy te kilka minut dłużej w kolejce kogoś skrzywdziło? Dodam, że mój brzuch jest na tyle duży, że nie pozostawia wątpliwości co do mojego stanu.

W kolejkach w sklepie jest niestety dość podobnie. Nawet w kasach z pierwszeństwem. Często ludzi rzucają takie spojrzenia jakbym robiła im coś złego. Nigdy nie upominam się o swoje prawa, stoję  i czekam jak wszyscy. Czasami sprzedawca poprosi mnie o podejście, czasami ktoś z kolejki przepuści mnie do przodu. Niestety te miłe sytuacje mogę wyliczyć na palcu jednej ręki. Najczęściej jestem albo niewidoczna, albo dostaję jednoznaczny sygnał, że nie mam na co liczyć.

Historia Basi:

Przychodnia

Badanie krzywej cukrowej. Kto w ciąży był, ten wie jak to wygląda, że trzeba szybko z rana, żeby zdążyć. Przynajmniej u nas w przychodni. Pani z recepcji poinformowała mnie, że tego dnia tylko ja na to badanie przyjdę, że nie czekać w kolejce itp. No więc przyszłam. Zwroty grzecznościowe, w kolejce 2 czy 3 osoby, mówię, że na krzywą, że bez kolejki, po czym jedna Pani zaczyna mocno podniesionym głosem monolog: że każdy by tak chciał, że trzeba było przyjść wcześniej, że jak ona w ciąży była to komuna i te sprawy i nikt nie patrzył, że ona w ciąży, a ciągle i wszędzie kolejki były, że młoda jestem to nic mi się nie stanie. Gadałaby pewnie więcej, gdyby nie jeden, również mocno starszy Pan: Dziecko, co Ty tej starej baby słuchasz. Po pierwsze Ci się należy, a po drugie to szybko załatwiaj i uciekaj, bo bakterie. Nie ukrywam, że w szoku byłam. Ja weszłam, a „stara baba” na dziadzia naskoczyła. I oberwało mu się za mnie… uwierzcie, nie został jej dłużny 😀

Market

Stoimy w kolejce do kasy. Nagle coś mnie łup w tyłek. Wózek sklepowy. Pcha go młoda kobitka, w środku (nie na krzesełku, w środku jak zakupy) dziecko. Pani mijając mnie (a właściwie depcząc) w nerwach krzyczy (dosłownie krzyczy), że to kasa uprzywilejowana. Dodała kilka epitetów. Miała pecha w postaci mojego męża.

Historia Marii:
… w już widocznej ciąży podróżowałam sporo i to po

krajach tak zwanych trzeciego świata i… nigdzie ale to absolutnie
nigdzie nie stałam w kolejkach. W Azji (szczególnie teraz z brzuszkiem
i małym dzieckiem) w sekundę prowadzono mnie do szybkich bramek i
przejść dla vipów. Nikt nie czekał aż poproszę. Lądując w
Europie nie znalazł się nikt żeby pomóc mi zdjąć bagaż podręczny
z półki w samolocie nie mówiać o przepuszczeniu w kolejce do odprawy
paszportowej.
Mamy nie powinny musieć przepychać się łokciami i prosić o
szacunek. Niestety w naszym kraju jeszcze długa droga aby tak było i
dużo pracy.

Historia Turkusowej Kropki:

Pamiętam jak dziś, jak trudno mi było jechać do pracy na początku ciąży. Pierwszy przystanek autobusem musiałam przejechać stojąc w tłumie. Nie było nawet szansy, aby ktoś mi ustąpił miejsca, bo po pierwsze ciąży nie było widać a po drugie nie było dojścia do miejsc siedzących. Na szczęście to był tylko jeden przystanek. Chociaż raz niestety udało mi się zemdleć… Mdłości wyjątkowo mnie nie oszczędziły na początku ciąży, dlatego na jakiś czas zrezygnowałam z pracy.

Czytaj więcej…

Historia Mamy Kubusia:

Jakie ja mam wspomnienia kolejkowe z okresu ciąży? Niestety nieciekawe. Okres mojej ciąży, tej bardziej widocznej, przypadł na czas Świąt Bożego Narodzenia, a więc przed świętami zmuszona byłam wybrać się na zakupy. Siódmy miesiąc ciąży, brzuch spory, nogi opuchnięte, Synek wierci się niemiłosiernie, ale Matka dzielnie jedzie z Ojcem na zakupy. Zapytacie – Czemu Męża samego na owe zakupy nie wysłałam? – Otóż Mąż mój to dobry facet jest, pomocny we wszystkim, ale zakupów to on ani nie lubi, ani nie potrafi zrobić. Nawet wysłany z karteczką ode mnie, na której napisane jest z nazwy co ma kupić z dokładnym opisem opakowania produktu, on i tak kupi coś zupełnie innego.

Czytaj dalej…

Historia Justyny:

Moja ciąża przebiegała bez żadnych problemów.. Dobre samopoczucie, dobra kondycja fizyczna. Nigdy nie czułam zażenowania z powodu: „jestem w ciąży i mi się należy pierwszeństwo”. Brzuszek zaczął być widoczny w ok 6 miesiącu. Jak każdy, stałam w kolejce czasem ciągnącej się na kilkanaście metrów-nikt nigdy nie pomyślał: „jest w ciąży, powinna być pierwsza (…)”. Z uśmiechem na ustach stałam cierpliwie na swoją kolej…
Ale…
Przykrą sytuacją, jaką pamiętam, było…
Na dzień przed porodem, z brzuchem wielkości dużej piłki lekarskiej wchodzę do apteki. W niej 6 stanowisk obsługujących przez panie farmaceutki i meeega ogromne kolejki do każdego z okienek. Pogoda? Niesamowity upał! Ja? obrzmiałe nogi, oblewające poty, nie mająca siły na stanie w tym dusznym powietrzu, pytam, kto ostatni i staję w kolejce za pewną Panią. Wszyscy rzucają ostre spojrzenia na mój olbrzymi brzuch i oglądają się na siebie..z myślą: „dlaczego ja mam jej ustąpić, skoro tyle tu stoję w tej kolejce? niech ‚On/Ona’ to zrobi, niech ktoś inny ustąpi”, po czym każdy skupia wzrok przed siebie, w podłogę…i nic. Nawet mężczyźni siedzący na krzesełkach, które stały pod ścianą w aptece. Nic… wyjęłam gazetkę z torebki, którą wzięłam wychodząc ze sklepu, i się wachluję, by dać sobie trochę powietrza… Pani farmaceutka, która co chwilę podchodziła do szafki obok mnie stojącej po lek, który poprosiła przed chwilą pani w kolejce, także nie zareagowała…nie zauważyła stojącej tuż obok niej, ciężarnej-prawie rodzącej. Po upływie czasu ok 15 minut, wchodzi do apteki dwóch mężczyzn. Nieschludnie ubranych, przesiąkniętych wonią alkoholu, w wieku ok 30 kilka lat. Pytają: „kto ostatni w kolejce?”, odzywam się ja: „ja jestem ostatnia”. Wszyscy rzucają kolejne spojrzenia w Naszą stronę. Jeden z nich, zupełnie w stanie nietrzeźwym na głos rzekł: „to Pani jeszcze nikt nie przepuścił? Pani powinna mieć pierwszeństwo w kolejkach!”, następnie odwraca głowę do osób będących przy okienkach: „Niech ktoś tę Panią przepuści, nie widzicie że jest w ciąży? Czy w tym kraju wszystko trzeba mówić na głos?” (…) Każdy stojący przy okienku spogląda na siebie i nadal bez żadnej skutecznej reakcji… Mężczyźni z wonią alkoholu wychodząc, rzucają zdanie: „ja może nie jestem zasłużony i nikt nie przepuści mnie w kolejce i nie będę czekał, ale Pani? Pani ma pierwszeństwo, ale nikt o tym nie pomyśli…współczuję(…)” po czym drzwi się zamykają. Nadal stoję w tej samej kolejce, już może ciut krótszej..nadal się wachluję i czekam. Panie farmaceutki skupione na receptach, wydają leki i obsługują następnego klienta, nie poruszone całą sytuacją i udające, że nic nie miało miejsca. Po kilku minutach, Pan siedzący na krzesełku zwraca uwagę Panu, który za chwilę ma podejść do okienka: „niech Pan Tę Panią przepuści..”, Pan z pod okienka spogląda na mnie i gestem dłoni zaprasza przed siebie do kolejki. Podchodzę i grzecznie dziękuję za uprzejmość… Robię niezbędne zakupy dla siebie i mojego Maluszka na jutrzejszą porodówkę. odchodzę od kasy i w głowie myśl:
-jacy Ci ludzie są obłudni, jacy są zapatrzeni w siebie.. Niby ułożeni, na stanowiskach, niektórzy z Nich posiadający zapewne wysokie wykształcenie..Kobiety mające za sobą przebyte ciąże, Mężczyźni mający żony, które także rodziły.. mieli Oni wszyscy świadomość tego, jakim wysiłkiem jest stać z takim brzuszkiem w kolejce, gdy taki upał doskwiera… Dopiero Mężczyźni, nie wyglądający na wybitnie uczonych, nie mający czystych i ładnych ubrań, wyglądających zupełnie na bezdomnych, pod wpływem napojów wyskokowych; uświadomili osobom, uważających się za KOGOŚ lepszego, że kobieta w ciąży nie powinna czekać.. I tu się nasuwa pytanie: „kto ma większe mniemanie o sobie, kto jest człowiekiem wychowanym, kierujący się kulturą i zasadami?” „czy Ci ludzie mający wszystko? czy Ci, którzy nie mają nic?”. Jestem zdania, że nie to czyni człowieka, jak bardzo ma wypchany portfel, ile tytułów przed nazwiskiem, jak jest ubrany…ale to, jaki jest w środku, jakie ma serce.. Okazuje się, że spodziewać się kultury możemy czasem od osób, którzy są najmniej pozorni :p
Takie ot to miłe i niemiłe wspomnienie z poczekalni w aptece :p

Historia Położnej:

Jazda autobusem, tramwajem, metrem zawsze wiązała się dla mnie ze sporym stresem.
W pierwszych tygodniach ciąży, bo było mi słabo i obawiałam się, że upadnę. W kolejnych duszno i po prostu już ciężko. Jednak bardzo rzadko, ktoś reagował na mój brzuszek. Jeśli takie sytuacje się zdarzały, zazwyczaj były to panie w wieku mojej mamy – a więc 50+. Nigdy mężczyźni czy młode kobiety. Początkowo traktowałam to nawet jako komplement – skoro w 7-8 miesiącu, „nie było widać”, że jestem w ciąży. W 9 miesiącu zrozumiałam, że to nie „brak widoczności brzuszka”, czy moja „dobra” figura, ale zwykła ludzka nieuprzejmość, jest przyczyną tego, że nikt mi nie proponuje wolnego miejsca.

Czytaj dalej…

Historia freelancemamy:

Na temat traktowania ciężarnych w sklepach, przychodniach, miejscach publicznych można pisać bez końca. Z jednej strony wszyscy zachwycają się, jak pięknie wyglądamy, jak dobrze, że wyż demograficzny rośnie, chcą głaskać nas po brzuchach, ale spróbuj tylko wychylić się i przejść do kasy poza kolejką, co to to nie! Ciąża to nie choroba, zrobiłaś sobie dziecko to sobie teraz noś.

Czytaj dalej…

Historia Ewy:

Z dziennika ciężarnej.
2.10.2014, 8 miesiąc ciąży

„Dziś od rana wątpliwa przyjemność przejażdżki komunikacją miejską.
Autobus linii 96 – wypchany do granic odkąd mieszkam w Łodzi, bo po co to zmieniać – wszak ludzie powinni się do siebie przytulać. Ot, taka polityka łódzkich władz.

Przypominam, że obecnie wyglądam jak hipopotamica i chyba z odległości kilometra widać, że jestem w zaawansowanej ciąży. Na tym etapie nie da się pomylić mnie ani z objedzoną kapustą kobietą, ani z kobietą otyłą. Można mnie pomylić tylko z człowieczkiem typu patyk, który połknął piłkę lekarską – ale takiemu komuś też wypadałoby ustąpić miejsca, bo na pewno nie jest to sytuacja komfortowa. No ale mnie jakoś nikt tego miejsca nie ustępuje.

W autobusie kilka typów pasażerów, wszyscy siedzą:
– babcie i starsze kobitki – na takie to lepiej nawet nie patrzeć, na bank mają gorzej i na bank można usłyszeć, że one to w tym stanie w polu orały zaprzęgnięte do pługa, a teraz to mają gruźlicę z przerzutami i bielmo na oku, i siedzieć muszą…
– młodzi współcześni mężczyźni – w kolorowych ubrankach z misternie dobranymi dodatkami, włoskami na żelik, torebusiami na kolanach i słuchaweczkami w uszkach. Nawet nie udają, że „nie zauważyli”. Nie – tacy mierzą od stóp do głów oceniając w myślach stopień obciachu ciuchów ciążowych i nieumiejętność ukrycia mankamentów figury. Zresztą – być może oni naprawdę muszą siedzieć – w końcu o 8 rano mogą być już mocno wyczerpani kilkugodzinnym pindrzeniem się przed lustrem i dylematami czy zielone rurki z fioletowym sweterkiem są tej jesieni trendy…
– starsi współcześni mężczyźni – taki przedział 40-50+. Zmęczeni życiem panowie. Wydawałoby się, że oni „starej daty”, więc widok sapiącej ciężarówki telepiącej się na zakrętach na stojąco ich akurat ruszy. Ale gdzie tam! Widocznie zmęczenie życiem u tej grupy społecznej osiąga kulminację po 8 rano. Zresztą, zapaszek przetrawionego alkoholu połączony z aromatyczną wręcz wonią tanich papierosów i potu, unoszący się nad nimi zdaje się to potwierdzać…
– studentki – zamyślone, obserwujące otoczenie za oknem lub skubiące paznokcie. Ukrywające się za rozpuszczonymi włosami, często też ze słuchaweczkami w uszkach. To jedyna grupa, którą ewentualnie o ustąpienie miejsca można POPROSIĆ. No bo z własnej woli nikt przecież się nie poderwie.

Postanawiam celować w studentkę. Ładnie proszę. Udaje się. Do przychodni na badania krwi dojeżdżam przytomna, jednak za późno – przecież nie przewidziałam korków! Odsyłają mnie z kwitkiem, to nic że jestem na czczo, a mały w brzuchu kopie mnie już wszędzie gdzie się da bo głodny. Wściekła i bezsilna, ze łzami w oczach, w nagrodę zostawiam im pojemnik z moczem w koszu na śmieci. Człowiek uczy się podłości od samego rana. …

Historia Gabrysi:

Najgorzej wspominam dzień kiedy oczywiście stałam w tramwaju, kiedy nadeszła pora, żeby wysiąść pani ok. 50 roku życia dosłownie stratowała mnie na schodach bo przecież najpierw się ”wchodzi, a nie wychodzi”, a na koniec pan uderzył mnie plecakiem w sam brzuch … było mi tak przykro jak wysiadłam, owszem nakrzyczałam na pana bo nie potrafiłam nad sobą zapanować. Nie koniecznie to wina burzy hormonów, ale raczej ”alergii na chamstwo”

Historia Izy:

Spotkała mnie akurat bardzo pozytywna historia. Stałam w kolejce w osiedlowym Lewiatanie. Ludzi mnóstwo, bo sobota i pewnie chwilę bym postała. Niespecjalnie mi to przeszkadzało, bo w 7 miesiącu czułam się jeszcze na tyle dobrze, żeby stać. Wtedy podeszła do mnie Pani ze słowami „Byłam dwa razy w ciąży i wiem co to znaczy” i ustąpiła miejsce. Grzecznie odmówiłam, stwierdzając że czuję się dobrze, to jeszcze chwilę postoję. Wtedy wtrąciła się ekspedientka i niemal zmusiła mnie do szybszego podejścia do kasy. I nawet nikt się nie oburzył! 🙂

Pozdrawiam!
Iza

Historia Pauliny z Majkowelove:

Miałam kilka sytuacji podczas zakupów w supermarkecie, kiedy to stojąc w kolejce, nagle przed siebie przepuścił mnie mężczyzna a innym razem starsza kobieta i w tym drugim przypadku przyznam szczerze, nie wiedziałam jak się zachować, ponieważ miała w koszyku tylko jeden produkt, a mój był zapełniony do połowy.

Czytaj dalej…

Historia Anny:

Takich historii jest na pęczki, ale jedna utkwiła mi w głowie.
Mam już dwoje dzieci, jedna i druga ciąża była baaaaardzo widoczna, mogłabym powiedzieć, ze ja nie szłam na zakupy, ja się na nie toczyłam 🙂
Jak większość w obecnych czasach zakupy robię w markecie, na kasie dla kobiet w ciąży nie ma kasjerki – norma.
Zakupów w sumie nie wiele, bo mnie dźwigać nawet i bez ciąży nie wolno, więc toczę się z małym jeżdżącym wózkiem do kasy, i widzę z naprzeciwka kobietę po 50 spokojnie.
I nagle ona orientuje się, ze zmierzamy do tej samej kasy. Ja naiwna myślałam, że spokojnie dojdę i byłabym 3 w kolejce, ale nie. Pani nagle załączyła 6 bieg i przed samym moim brzuchem skręt do kasy, ani przepraszam, ani pocałuj mnie w ………….. Ok, do cichych nie należę. Na głos, żeby mnie było dobrze słychać powiedziałam „Proszę Pani pierwsza, bo widzę, że się Pani spieszy” 😀
Pani się już nie spieszyła, za to speszyła i suma sumarum kasjerka obsłużyła mnie poza kolejką w ogóle 🙂
Także moje drogie Panie, nie siedźmy cicho, odzywajmy się 🙂

Pozdrawiam

Ania